Aleja Tysiąclecia, obok dworca autobusowego. Zwyczajny ruchliwy dzień, tłumy ludzi krążących między targiem a autobusami. W tym miejscu galeria. Zatrzymuję się z ciekawości. Obrazy niby znane, Gierymski, Chełmoński, Kossak… ale oto w tle wielkie bilbordy. Dokładnie takie jakie zaśmiecają miejsce, w którym wystawa się znajduje.

„Za to powinno się iść do więzienia” – stwierdziła stojąca obok mnie kobieta. Wyglądała na lekko oburzoną. Zapytana „dlaczego?” szybko uciekła, więc nie mogę z pewnością powiedzieć czy miała na myśli wykonanie obrazów czy ich temat.

Zakładam, że chodziło jej o to pierwsze. Pomyślała pewnie: Gierymski, Chełmoński, Kossak, zbezczeszczone jakąś współczesną grafiką. Hm. Jeśli pomyślała tylko tytle, to właściwie trudno by się nie zgodzić. Ale! Nie chodziło przecież o niszczenie klasyków, a uświadomienie społeczności jak koszmarną rzecz – my ludzie – robimy z krajobrazem.

Oczywiście, reklama jest ważna. W dobie konsumpcjonizmu nawet istotna z punktu widzenia przedsiębiorców. Ale czy z tego powodu Lublin musi być jedną wielką reklamą?

Szczyt głupoty osiągnął już CSK, kiedy na dzień przed tegoroczną Nocą Kultury postanowił wypromować jedno ze swoich wydarzeń. Ogromne płachty zawisły w samym sercu Starego Miasta. Nie posiwiały tam długo, bo oburzenie środowiska kulturalnego było ogromne. Ale cóż, każda inna instytucja kultury wie, że przestrzeń starych kamienic jest święta, a konserwator budynków czuwa nad każdą ścianą, każdym wbijanym w nią gwoździkiem. Najwyraźniej CSK te prawa nie dotyczą, bo ostatecznie w tej sprawie musiała interweniować sama Góra.

Szokująca w wykonaniu wystawa Januszczyka dotyka estetyki przestrzennej i krajobrazowej. Może czas wreszcie zająć się naprawą miasta zanim wszechogarniające bilbordy pochłoną je do reszty.

Więcej o wystawie „Kultura w krajobrazie – krajobraz w Kulturze” na stornie Fundacji Krajobrazy


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *