„Pogrom w przyszły wtorek” albo dlaczego psychofanka Wrońskiego stała w długiej kolejce przed zamkiem lubelski

Nie mam w zwyczaju pisać przychylnych recenzji, ale raz na jakiś czas można zrobić wyjątek. Tym bardziej, że jest powód. Ostatni weekend upłynął Lublinowi pod znakiem Wrońskiego, albo Maciejewskiego, jak kto woli. Szczerze zainteresował mnie pomysł kinoteatru, więc gdy tylko nadarzyła się okazja, głupio było z niej nie skorzystać. Tak Czytaj dalej…