Długo wyczekiwany, wywołujący zachwyt już na samo wspomnienie. Pojawiający się raz na rok, raz na dwa lata dokładnie w styczniu by zakląć nowy rok w uciesznej aurze londyńskiego kryminału. I jak co roku pozostawia niedosyt i rozczarowanie.

Sherlock kolejny sezon kultowych przygód sławnego detektywa w ujęciu Marka Gatissa i Stevena Mooffata. Genialne, modernistyczne przedstawienie powoli ulega degradacji z tego samego powodu z jakiego zostało stworzone – idea.

Nie chcę się tutaj rozwodzić nad poszczególnymi elementami, które powoli psują serial, chociaż nie, pozwolę sobie na opisanie jednego takiego elementu, na którym oparty został najnowszy odcinek. Kobieta.

Postaci kobiece scenarzyści starają się pokazać jako silne, niezależne, inteligentne; może oprócz Molly i Mrs. Hudson, która z założenia miała być troskliwą, dobrą gosposią. Kreacja Ireny Adler w drugim sezonie była mocno przesadzona, ale to jeszcze było nic w porównaniu z Mary. Postać, w gruncie rzeczy zbyt idealna, żeby mogła na dłużej zadomowić się w serialu. Początkowo miała być pewnie odskocznią od hermetycznego światka Baker Street i wiadomo było że wcześniej czy później się pojawi.

Od początku błyskotliwa, w pewnym momencie staje na równi z samym Sherlockiem, wyprzedzając przy tym Johna. I po co? Jeśli jej głównym zadaniem była próba udowodnienia, równouprawnienia. To to się udało. Chociaż dla jasności fabuły taka postać nie mogła długo funkcjonować w tym serialu. I scenarzyści doskonale o tym wiedzieli. Stąd skądinąd dramatyczna opowieść pierwszego odcinka czwartego sezonu. Odkrywamy nagle, że inteligentna i kochana Mary ma swoją mroczną tajemnicę, która właśnie teraz powraca, by ścigać ją i dorwać w swoje szpony.

Zważając na zagrożenie życia jej i jej rodziny, ucieka. Zmienia tożsamość, przemieszcza się wiele i w rożnych kierunkach. Zadziwiające, że nie ma skrupułów przed porzuceniem dziecka. Może „porzuceniem” to zbyt wiele: chwilowym opuszczeniem, co też jest przesadą, bo Mary w tej scenie zachowuje się jak rasowa agentka żywcem wyjęta z filmu kina akcji. Element ten razi główni dlatego, że nijak pasuje do całości kompozycji serialowej. Oczywiście mamy Mycrofta i jego powiązania z wywiadem, ale na Boga Mary jako żołnierz sił specjalnych?! Wszystko to zmierza do kulminacyjnej sceny, w której kobieta ginie. Musi, nie mogłoby być inaczej; dla niej nie ma innego rozwiązania w tej fabule. I długa, dramatyczna scena konania. Powinna być ujmująca, a nie jest, nie do końca. Czegoś w niej absolutnie brakuje. Możliwe, że to przez fakt, że Mary Watson nie miała możliwości zaskarbienia sobie odbiorcy. To znaczy, wszystko co o niej wiemy aż do tej pory, okazało się nieprawdą. Nawet jej imię jest błędne, co wytyka jej John. W jednej chwili staje się oszustką znienawidzoną przez wszystkich oprócz Sherlocka. On jeden pozostaje w mniej lub bardziej zrozumiałym emocjonalnym przywiązaniu do bohaterki.

To jest właśnie problem głównego bohatera. Zaczynał jako „funkcjonujący socjopata” i z każdym kolejnym sezonem obdzierany jest z tego powiedzmy bajronicznego usposobienia. Tak się musiało stać, tego wymaga rola – zmiany. Nie zmienia się tylko – i może na szczęście – stosunek Sherlocka do Moriartiego, który o dziwo powraca. Tak jak poprzednio dużo się o nim mówi, on sam zarządza z ukrycia, nikt nie może potwierdzić czy działał z jego rozkazu czy kogoś innego. A główny bohater czeka. Znów czeka na jakiś ruch. Trochę jak w szachach – czarne czekają na pierwszy ruch białych.

Postać Sherlocka jest już w tym momencie zbyt przerysowana. Stracił swój pierwotny urok bohatera bajronicznego. Porównania do niemowlaka są teraz bardziej adekwatne niż mogłyby być we wcześniejszych sezonach.

Żałosne przejęzyczenia jak w spotkaniu z rodziną zmarłego chłopaka, typu „bardzo mi przykro z powodu śmierci waszej córki… syna”.

Kiedy stara się być zabawny jest __; wcześniej humor wychodził naturalnie, obecnie jest naciągany.

I jakkolwiek motyw z figurkami Margaret Tacher był przewidywalny, to jednak interesujący był zwrot akcji w postaci Mary Watson. Kobieta tak podziwiana przez Sherlocka (jedynie w koncepcji tego serialu)

Kategorie: Recenzje

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *