Jeśli komuś, chociaż raz, zdarzyło się popełnić wiersz będzie wiedział, że nie można mówić o obiektywizmie w przypadku poezji. Naturalnie, niekiedy treść takiego tworu jest tak zakręcona, że wychodzą podteksty, których nie śniło się nawet autorom. Ale czy mówimy wtedy o interpretacji czy nadinterpretacji?

Nie tak dawno grupa radykalnych feministek – bo feministki można podzielić na zgoła normalne i te radykalne właśnie, czyli przewrażliwione na punkcie wszystkiego – przyczepiła się nawet do sławnej reklamy Żywca. Dla przypomnienia, reklama posługuje się piękną grą językową: „żona beż ż to tylko ona”. Zaciekłe feministki nabudowały w tym miejscu obraz kobiety – uległej służącej bez opamiętania oddanej mężczyźnie. Interpretacja czy nadinterpretacja?

Albo inny przykład. Na pewnym fanpage’u pojawił się cytat z wiersza. Fragment jakkolwiek nieco szowinistyczny w wydźwięku wywołał burzę z piorunami. Poetki czynnie włączyły się w dyskryminację bogu ducha winnego poety, którego jedyną, faktyczną zbrodnią było posiadanie kiedyś takich a nie innych poglądów. Albo inaczej, z filologicznego punktu widzenia, czy powinniśmy w tym wypadku mówić o poglądach autora czy podmiotu lirycznego? Ten ktoś mówiący w wierszu przecież nie zawsze ma takie same myśli jak autor, jest kreacją. Tak jak w wierszach Wojaczka podmiotem lirycznym była niekiedy kobieta; nie oznacza to przecież, że Wojaczek był kobietą.

Wracając do nieszczęsnego wiersza. Ktoś może się z jego wymową zgadzać lub nie, ale czy wiersz miał nie powstać tylko dlatego, że radykalne feministki go kiedyś wychwycą?

Strach się bać.watly

 

Ciekawe, co feministki powiedziałyby to tym tekście:

 

Nieszczęśliwy…

Nieszczęśliwy, który powołał mnie do istnienia,
który dał Imię.

Zapominam o rajskiej krainie, który jestem,
którego nie było.
Pocieszam Anioły nad Babilonu brzegiem,
dobijam ostatnią nadzieję;
Chwiejnym krokiem szaleńca błądzę,
potykam się o siebie,
zbieram plony moich i Moich grzechów
– tego drugiego.
Zasypiam nie wiedząc kim jestem,
kim byłem
a będę,
w pomieszaniu sklejam zmysły

żeby pamiętać i deszczem jesiennym
skropić czoło.
Ja, syn wiosny,
śmiertelny w każdym kroku istnienia
kołyszę się na falach pomiędzy brzegami
i jestem
i mnie nie ma,
Kompletny w każdej niedoskonałości
zrodzony pragnieniem, zabity

I tylko ten drugi,
na kolanach,
w ostatnim promieniu słońca
błaga o przebaczenie
Okrutnego Boga.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *