Jest wiele rodzajów wolontariatu, każdy z nich przyciąga rzesze ludzi. Każdy z tych wolontariatów jest w jakiś sposób ważny. Nie można powiedzieć, że jeden jest bardziej ważny, a inny mnie. A może można?

Wolontariusz to taki człowieczek, który angażuje się w nieodpłatną pracę na rzecz czegoś lub kogoś. Jedni zbierają żywność dla ubogich, inni pieniądze, na sfinansowanie stypendiów dla dzieci. Tutaj motywacja jest jedna – pomoc innym. A wolonek kultury? Co takiego jest w kulturze, że przyciąga tyle darmowej siły roboczej? Co sprawia, że te rzesze ludzi angażują się, niekiedy bardzo poważnie, w pracę na rzecz kultury, głównie przy festiwalach?

Są dwa rodzaje wolontariuszy.

Pierwsi to zafascynowani kulturą, którzy nie mogą doczekać się zbliżającego wydarzenia, a festiwal jest dla nich świętem. Przychodzą bo chcą spotkać ludzi, nawiązać przyjaźnie na całe życie, bo chcą się czegoś nauczyć, bo mogą, bo chcą odpocząć po pracy. Taki wolonek nie czeka na „dziękuję”, nie czeka aż ktoś mu powie „zrób to, albo tamto”. Zwyczajnie widzi co się dzieje i interweniuje. Z takich wolontariuszy są zadowoleni organizatorzy, takich chwalą uczestnicy festiwali. Takich wreszcie nagradza się słowem „dziękuję”.

Jest też drugi typ wolontariusza. Są to wszyscy ci, którzy przychodzą bo muszą, bo na uczelni lub w szkole kazali zrobić praktyki, bo za wolontariat są punkty do stypendium, bo podoba im się koszulka, bo fajne torby rozdają. Ktoś, kto przychodzi wyłącznie przez wzgląd na korzyści nigdy nie będzie dobrym wolontariuszem.

Oczywiście, zdarzają się też sytuacje, kiedy taki ktoś przychodzi na wolontariat bo musi, a w trakcie zmienia nastawienie i potem kontynuuje przygodę z kulturą zafascynowany klimatem.

Ten drugi typ zdaje się zapominać, że wolontariat jest pracą, nieodpłatną, ale faktycznie pracą. (Można by w tym miejscu napisać o wolontariacie z punktu widzenia instytucji, ale o tym innym razem.) Wolontariusz jest wizytówką festiwalu. Tak jak uczestnicy widzą wolontariuszy, tak postrzegają później organizatorów czy instytucje.

 

Dlatego zastanawiam się: co się dzieje? Coraz więcej polityków udziela się społecznie. W styczniu tego roku Andrzej Rzepliński zbierał w Piotrkowie Trybunalskim biegał po ulicach z puszką, zbierając na WOŚP, potem Bartek Sienkiewicz wolontariuszuje się gdzieś na Ukrainie, a teraz jeszcze Joanna Mucha wystartowała w lubelskiej Nocy Kultury. Powtórzę: co się dzieje?

 

Na filmiku, który pani Joanna wrzuciła na Fb, zaznaczyła, że będąc jeszcze w ministerstwie, obserwowała wolontariuszy pracujących przy Euro i w ogóle. Zaznaczyła, że zawsze marzyła, żeby być wolontariuszem. Niesamowite! Dlaczego więc teraz? Dlaczego nie wcześniej? I ciekawe, że wybrała właśnie Noc Kultury, trwajacy jeden dzień, a wydawało by się najważniejszy lubelski festiwal.

Pani Joanna ma okrojone pojęcie o wolontariacie. Jak powiedziała, w wolontariacie biorą udział najczęsciej ludzie młodzi. Ale gdyby nie była taką ignorantką to zapewne by wiedziała, że „osoby pracujące, wykonujące każdy zawód” i seniorzy udzielają się wolontaryjnie, chociażby w Teatrze Starym w Lublinie.

Jaki politycy mają w tym cel? Czy wyłącznie chcą się pokazać jako społecznicy? A pani Mucha chce wyłącznie promować wolontariat i Lublin? Sorry, ale nie kupuję tego. Polityk zawsze będzie politykiem.

Przykre pozostaje jedynie to, że festiwale również stają się polityczne.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *